Czy produkt stworzony przez „królową polskiego YouTube’a” faktycznie dowozi obiecaną jakość, czy to tylko marketingowy szum? Postanowiłam to sprawdzić na własnej skórze.
Sypki puder matowy BRUSH UP! BY MAXINECZKA – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Swoje opakowanie upolowałam na stronie producenta w promocji za bardzo przyjemną kwotę – 23,99 zł. W tej cenie otrzymujemy 8 gramów produktu. Jeśli chodzi o design, jest estetycznie i schludnie. Puder przychodzi do nas w tekturowym kartoniku, a w środku znajdziemy klasyczny, plastikowy pojemniczek z sitkiem. Nic nie wysypuje się w transporcie, co jest dużym plusem.
Po otwarciu od razu sprawdziłam zapach – i tu miła niespodzianka. Jest neutralny, praktycznie niewyczuwalny. Dla mnie to zaleta, bo nie lubię, gdy kosmetyki do twarzy gryzą się z moimi perfumami. Muszę przyznać, że to było moje pierwsze spotkanie z tą marką, wcześniej zupełnie mi nieznaną, więc nie miałam żadnych konkretnych oczekiwań poza tymi, które deklarował producent.
Ten puder matujący zawiera mieszankę składników, które zapewniają gładkie, matowe wykończenie, jednocześnie poprawiając trwałość makijażu. Silikony i mają na celu wygładzenie skóry i poprawę trwałości produktu. Tlenki żelaza dodają odpowiedni kolor.
Jakie efekty ma dać matowy puder od Maxineczki i BRUSH UP!?
Co obiecuje nam producent? Przede wszystkim puder ma za zadanie zmatowić i wygładzić cerę, dając efekt nieskazitelnego wykończenia. W składzie znajdziemy witaminę E, co jest świetnym dodatkiem – działa ona antyoksydacyjnie, chroniąc skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników.
Warto wspomnieć o kolorystyce, a raczej jej braku. Nie mamy tu wyboru odcieni – to uniwersalny beżowy kolor, który według zapewnień ma idealnie dopasowywać się do cery, niezależnie od karnacji. Czy tak jest w rzeczywistości? O tym za chwilę.

Jak używałam matowego pudru BRUSH UP!?
Puder trafił na prawdziwy poligon doświadczalny – czyli do mojego codziennego makijażu do pracy. Mój poranny rytuał wyglądał standardowo: mycie twarzy, nałożenie ulubionego kremu nawilżającego, a na to lekki krem BB. Puder od Maxineczki był ostatnim etapem makijażu, mającym wszystko utrwalić.
Nakładałam go puchatym pędzlem, omiatając całą twarz. Zwróciłam też uwagę na to, jak współpracuje z „kolorówką”. Inne produkty, takie jak róż czy bronzer, bardzo dobrze się na nim łapią, nie robią plam i świetnie się utrzymują. Baza pod konturowanie jest więc solidna.
Czy sypki puder matowy BRUSH UP! BY MAXINECZKA jest warty polecenia?
Przejdźmy do konkretów, czyli efektów. Szczerze? Jestem w szoku. Puder doskonale wtapia się w skórę. Po aplikacji cera jest matowa i gładka, ale w taki szlachetny sposób – w ogóle nie widać, jakby miała na sobie warstwę pudru!
Jako posiadaczka cery mieszanej z dużą tendencją do świecenia w strefie T, bałam się, że moje sebum szybko pokona tę formułę. Nic bardziej mylnego. Puder doskonale trzymał się od godziny 7:00 rano aż do 16:00. Po powrocie z pracy spojrzałam w lustro i nie widziałam, żeby makijaż „puszczał” – cera była ciągle matowa! Zero wyświecania, co przy mojej skórze jest rzadkością.
Dodatkowo produkt pięknie ukrywa pory i daje efekt wygładzonej twarzy (taki soft focus w rzeczywistości), a przy tym nie podkreśla suchych skórek. Co ważne, mat jest trwały, ale komfortowy – bez uczucia ściągnięcia skóry. Wykończenie pozostaje bardzo naturalne.
Powiem wprost: bardzo polecam, szczególnie osobom ze skórą tłustą i mieszaną. Nie wierzyłam, że produkt influencerki może być tak dobry, a jednak! To zdecydowanie jeden z lepszych pudrów, z których miałam okazję korzystać w ostatnim czasie, bijący na głowę wiele droższych propozycji.
