Czy podkład od Maxineczki to faktycznie „Long Wear”, jak głosi nazwa? Przekonajmy się.
Podkład kryjący BRUSH UP! – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Produkt został kupiony razem z pudrem satynowym (korzystając z jednej przesyłki), a jego cena była bardzo zachęcająca – zapłaciłam 22,79 zł. W tej kwocie otrzymujemy solidny, szklany pojemniczek z pompką o pojemności 32 ml. Opakowanie wygląda na droższe, niż jest w rzeczywistości, co jest miłym akcentem.
Mój wybór padł na kolor Ivory. I tu pojawił się pierwszy zgrzyt. Niestety, kolor musiałam dobierać w ciemno przez internet. Bardzo bałam się beżu (często drogeryjne beże wpadają w pomarańcz), więc asekuracyjnie zdecydowałam się na jaśniejszy Ivory. Co się okazało – nie było to zbyt dobrym pomysłem… Odcień jest naprawdę jasny, wręcz blady. Jeśli chodzi o samą formułę, podkład ma bardzo przyjemną, kremową konsystencję. Jest bardzo gęsty i treściwy, nie spływa z dłoni, co dawało nadzieję na dobre krycie.
Jakie efekty ma dać podkład BRUSH UP!?
Producent stawia poprzeczkę wysoko. Obietnice to przede wszystkim naturalne krycie, pielęgnacja i satynowe wykończenie. Podkład ma za zadanie maskować niedoskonałości i zaczerwienienia, jednocześnie dbając o skórę. Formuła ma być lekka, bez wysuszania i efektu maski, a dodatkowo została wzbogacona o kwas hialuronowy i skwalan, co brzmi jak marzenie dla cery potrzebującej nawilżenia.

Jak używałam podkładu kryjącego o satynowym wykończeniu?
Podkład testowałam w moim standardowym rytuale: nakładałam go po porannym myciu twarzy i aplikacji kremu nawilżającego lub serum. Próbowałam różnych metod – aplikowałam częściowo palcami, a częściowo wilgotną gąbką, żeby sprawdzić, jak najlepiej pracuje.
Wnioski? Niestety, podkład bardzo mocno się ciastkuje. Mimo starań i różnych baz, szybko się ściera i niemożliwie waży w strefie T. Jeśli chodzi o efekt wizualny, krycie określiłabym jako lekkie, maksymalnie średnie. Dlaczego? Bo trudno dobudować kolejną warstwę z racji rolowania się produktu na skórze. Próba dołożenia produktu kończyła się zazwyczaj zrobieniem „dziury” w makijażu.

Czy podkład kryjący o satynowym wykończeniu BRUSH UP! jest warty polecenia?
Będę szczera: niestety, po całym dniu podkład nie wygląda perfekcyjnie. Deklarowany „Long Wear” to u mnie mit – produkt nie wytrzymuje pełnych 8 godzin. Zauważyłam, że brzydko się ściera, a cera lekko świeci w miejscach, gdzie nie był nakładany puder. Kosmetyk po prostu nie trzyma się dobrze przez cały dzień, co go u mnie skreśla.
Muszę być sprawiedliwa – o ile zbyt jasny kolor to moja wina (nauczka na przyszłość: mogłam kupić stacjonarnie w drogerii, a nie online, by sprawdzić testery), o tyle trwałość pozostawia wiele do życzenia.
Szukając pozytywów: na plus to fakt, że podkład nie wysusza i nie tworzy efektu maski (nie czuć tego ciężaru, jak chociażby robi to u mnie kultowy podkład Estée Lauder). Jest komfortowy w noszeniu, dopóki… nie spojrzymy w lustro po kilku godzinach. A szkoda, bo po rewelacyjnych pudrach liczyłam na coś równie dobrego od tej marki.
Cóż, tymczasem wracam do moich sprawdzonych kremów BB i nadal jestem na ścieżce poszukiwania mego podkładu numer 1.
