Jak wygląda opakowanie? Czy uważam, że jest wygodne w użyciu?
Hydrolat jest zamknięty w ciemnej, szklanej buteleczce o pojemności 100 ml – mam skojarzenie z produktami aptecznymi i ziołowymi, a kolor szkła ma zapewne chronić zawartość przed szkodliwymi promieniami słonecznymi.
Butelka, mimo, że jest szklana, jest wygodna w stosowaniu.
Aplikator to klasyczny atomizer, który rozpyla równą mgiełkę. Stosuję produkt przez około miesiąc, a cały mechanizm dalej działa sprawnie i się nie zacina, co bardzo ułatwia stosowanie. Dla mnie to duży plus, bo nie lubię produktów, które „strzelają” wodą w jednym miejscu (jak to niekiedy zdarza się w przypadku tańszych propozycji).
Jak opisałabym konsystencję i zapach produktu?
Hydrolat w swojej konsystencji przypomina wodę, ale dzięki wspomnianemu już atomizerowi, dobrze się rozprowadza po skórze.
Zapach był dla mnie dużym zaskoczeniem – jest dość mocny, roślinny i musiałam się do niego przyzwyczaić. Myślę, że niestety nie dla każdego będzie on możliwy do zaakceptowania. Z drugiej jednak strony produkt ma całkowicie naturalny skład, więc zapach nie jest wzmocniony żadnymi sztucznymi substancjami, do których być może jestem przyzwyczajona.
Jak długo i w jaki sposób stosowałam produkt?
Stosuję go codziennie od około czterech tygodni.
Hydrolat aloesowy wprowadziłam zarówno do porannej, jak i wieczornej pielęgnacji. Rano pryskam nim twarz po oczyszczeniu, żeby przygotować skórę na krem. Wieczorem używam go po demakijażu, przed serum lub kremem. Najczęściej robię trzy, cztery psiknięcia na całą twarz.
Co ciekawe, hydrolat można stosować nie tylko na skórę, ale również na włosy. Jak podano na opakowaniu „wzmacnia cebulki włosów i stymuluje ich wzrost”. To dodatkowa, bardzo dopasowana do moich potrzeb funkcja.
Czy zauważyłam jakieś efekty po miesiącu stosowania hydrolatu aloesowego od Nature Queen?
Już po tygodniu zauważyłam, że moja skóra jest bardziej nawilżona i mniej „ściągnięta” po myciu.