Bardzo chciałam przetestować krem L’Oréal Revitalift Filler Oil control, bo od dłuższego czasu szukałam produktu, który połączy w sobie działanie matujące z lekkim nawilżeniem. Moja cera lubi się świecić w ciągu dnia, a jednocześnie nie chciałam rezygnować z komfortu i odżywienia skóry. Testowałam go przez kilka tygodni, zwłaszcza w dni z makijażem, bo na takim połączeniu najbardziej mi zależało.
Krem do twarzy L’Oréal Revitalift Filler Oil control : opakowanie, konsystencja, zapach
Już na półce w drogerii widać, że to L’Oréal – marka dba o spójną i charakterystyczną szatę graficzną. Sam słoiczek z kremem prezentuje się elegancko: szklane, fioletowe opakowanie ombre z minimalistyczną etykietą. Dzięki lekko kwadratowemu kształtowi dobrze leży w dłoni i wygodnie się otwiera. To takie małe detale, które sprawiają, że korzystanie z kosmetyku jest po prostu przyjemne.
Krem ma bardzo lekką, żelową konsystencję, dzięki czemu idealnie sprawdził się u mnie pod makijaż. Wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Aplikacja jest szybka i bezproblemowa – wystarczy dosłownie chwila, by był gotowy do nałożenia kolejnych kosmetyków.
Zapach to miłe zaskoczenie – odświeżający, lekko przypominający świeżego ogórka, może kwiatowy. Jest subtelny, nie męczy ani w trakcie aplikacji, ani w ciągu dnia.
Jakie składniki aktywne są w kremie-żelu do regulacji sebum od L’Oréal Paris?
Co tak naprawdę kryje się w tej lekkiej, żelowej formule? Sercem produktu jest inteligentne połączenie składników, które działają na kilku frontach. O kontrolę nad sebum i czystość porów dba duet kwasów: kwas LHA (Capryloyl Salicylic Acid) i klasyczny kwas salicylowy. Działają jak zgrany zespół, który delikatnie złuszcza martwy naskórek, wnika w głąb porów, by je oczyścić, i pomaga zapobiegać niedoskonałościom. Aby jednak skóra nie czuła się ściągnięta, L’Oréal dodał solidną dawkę nawilżenia w postaci gwiazdy – mikrocząsteczkowego kwasu hialuronowego. To on odpowiada za efekt nawilżenia i „wypełnienia”, dbając o komfort i sprężystość cery. Całość uzupełnia kwas fitowy, który wygładza teksturę skóry, oraz pochodna witaminy E o działaniu antyoksydacyjnym. To przemyślana mieszanka, która jednocześnie walczy z błyszczeniem i zapewnia skórze odpowiedni poziom nawodnienia.
Krem do twarzy L’Oréal Revitalift Filler Oil control efekty stosowania
Zaraz po nałożeniu poczułam delikatne ściągnięcie skóry – to efekt matujący, który jednak nie okazał się uciążliwy. Krem szybko się wchłania i świetnie współpracuje z lekkim makijażem, szczególnie jeśli ktoś – tak jak ja – zmaga się ze świeceniem skóry w ciągu dnia.
Nie używam mocnych podkładów, więc trudno mi ocenić, jak sprawdzi się w połączeniu z cięższym makijażem, ale do codziennych, naturalnych looków nadaje się bardzo dobrze. Jeśli chodzi o nawilżenie, nie jest ono spektakularne – raczej delikatne, balansujące działanie matujące, które mogłoby być zbyt mocne w pojedynkę. To dla mnie typowy krem funkcyjny: świetny pod makijaż lub na dzień, kiedy zależy mi na świeżym, matowym wyglądzie. W dni wolne, gdy rezygnuję z makijażu, sięgam raczej po kosmetyki bardziej odżywcze i mocniej nawilżające.
Czy żel krem regulujący sebum od L’Oréal Paris jest warty polecenia?
Po kilku tygodniach testów mogę śmiało powiedzieć: L’Oréal dotrzymał słowa. Revitalift Filler Oil Control to coś więcej niż zwykły matujący krem. To inteligentny sprzymierzeniec w walce z błyszczeniem, który nie zapomina o kluczowej potrzebie skóry – nawilżeniu. Jeśli szukasz produktu, który zapewni Ci komfort, świeżość i aksamitne wykończenie na cały dzień, a do tego będzie fantastyczną bazą pod makijaż, to jest to strzał w dziesiątkę. To idealny kandydat na ulubieńca w codziennej, porannej pielęgnacji, który pozwala po prostu cieszyć się piękną, zrównoważoną cerą bez kompromisów.
L’Oréal Revitalift Filler Oil control to dobry wybór dla osób ze skórą skłonną do świecenia, które szukają lekkiego kremu pod makijaż. Zapewnia mat, szybko się wchłania i daje uczucie świeżości, choć nie należy oczekiwać od niego głębokiego nawilżenia. Ja traktuję go jako kosmetyk „do zadań specjalnych” – kiedy wiem, że czeka mnie długi dzień i chcę, aby cera wyglądała świeżo jak najdłużej.