Kiehl’s Ultra Facial Oil-Free Gel Cream – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Moja przygoda z tym produktem zaczęła się bardzo miłym akcentem – znalazłam go w kalendarzu adwentowym Kiehl’s na rok 2025. Wersja, którą testuję, to miniatura, co jest świetną opcją na przetestowanie tak luksusowego produktu przed zakupem pełnowymiarowego słoiczka. Warto jednak zaznaczyć, że cena i wielkość kosmetyku, które widzę na mojej półce, nie odpowiadają tym pełnowartościowym kosmetykom dostępnym w stałej sprzedaży. Standardowo na stronie producenta za słoiczek o pojemności 28 ml musimy zapłacić 129 zł. Co ciekawe i typowe dla Kiehl’s – im większa pojemność (dostępne są też 50 ml i 125 ml), tym cena w przeliczeniu na mililitr staje się znacznie bardziej atrakcyjna.
Samo opakowanie, nawet w wersji miniaturowej, prezentuje się estetycznie i spójnie z filozofią marki. Jest to plastikowy, bardzo lekki słoiczek barwiony na przyjemny dla oka błękit, z klasyczną białą zakrętką. Design od razu sugeruje, że mamy do czynienia z czymś orzeźwiającym i wodnym. Nie jest to ciężkie szkło, więc krem świetnie sprawdzi się w podróży – nie obciąży kosmetyczki.
Jeśli chodzi o wnętrze, to tutaj dzieje się magia. Produkt ma konsystencję półprzezroczystego żelu, który niezwykle łatwo nabiera się na palec i jeszcze lepiej rozprowadza po skórze. Nie jest tępy ani zbyt wodnisty – ma idealną gęstość, która sprawia, że aplikacja jest szybka i przyjemna. Zapach jest praktycznie niewyczuwalny, co dla mnie jest ogromnym plusem, bo nie gryzie się z zapachem serum czy podkładu.

Jakie efekty ma dać krem do cery tłustej i normalnej Kiehl’s?
Producent stawia sprawę jasno: ma to być zmniejszający błyszczenie, chłodzący żel-krem nawilżający dedykowany do cery tłustej i normalnej. To bardzo konkretna obietnica, zwłaszcza w kontekście nawilżania skóry tłustej, która często jest traktowana po macoszemu i przesuszana agresywnymi środkami myjącymi. Kiehl’s obiecuje 24-godzinne nawodnienie przy jednoczesnym zachowaniu świeżości i braku efektu „tłustego filmu”.
Sekret działania tego kosmetyku tkwi w jego składzie. Główne skrzypce gra tu Glikoproteina lodowcowa, pochodząca z antarktycznych lodowców morskich. To ten sam kultowy składnik, który znajdziemy w klasycznej, kremowej wersji Ultra Facial – jego zadaniem jest głębokie nawilżenie i ochrona skóry przed trudnymi warunkami.
Jednak to, co odróżnia wersję Gel Cream, to innowacyjna formuła z mikronizowanym aminokwasem. Ma on za zadanie kontrolować produkcję sebum tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. Połączenie tych dwóch składników ma zapewnić skórze komfort: dogłębne nawodnienie bez obciążenia, co w teorii brzmi jak „Święty Graal” dla posiadaczek cery tłustej i mieszanej.
Jak używałam kremu do twarzy Kiehl’s?
Krem włączyłam do mojej porannej rutyny pielęgnacyjnej. Nakładałam go zawsze po dokładnym, porannym myciu twarzy i po aplikacji lekkiego serum antyoksydacyjnego. Już w momencie kontaktu ze skórą czuć różnicę w porównaniu do tradycyjnych kremów – produkt posiada wyraźne działanie chłodzące. To niesamowicie przyjemne uczucie, zwłaszcza rano, gdy twarz jest lekko opuchnięta po nocy. To orzeźwienie działa jak „shot” energii dla skóry.
Co dla mnie kluczowe, żel błyskawicznie się wchłania. Nie trzeba czekać minutami, aż warstwa zniknie, ani wklepywać go w nieskończoność. Skóra po nałożeniu jest przyjemnie nawilżona i lekka, ale absolutnie nie lepka.
Zauważyłam też, że nie roluje się pod palcami, co jest częstą wadą żelowych formuł. Dzięki temu mogłam niemal natychmiast przystąpić do nakładania filtra SPF i makijażu, co rano, w biegu przed wyjściem do pracy, jest nieocenioną zaletą.

Czy Kiehl’s Ultra Facial Oil-Free Gel Cream jest warty polecenia?
Po zużyciu słoiczka z kalendarza adwentowego mogę śmiało powiedzieć: tak! Skóra nie błyszczy się, jest świeża i wygląda zdrowo przez cały dzień. Obawiałam się, że lekka formuła będzie oznaczała słabe nawilżenie, ale nic z tych rzeczy. Cera jest ukojona, a strefa T wyświecała mi się o wiele wolniej niż przy użyciu moich dotychczasowych kremów. Co ważne, produkt nie zmienia odcienia podkładu i nie skraca trwałości makijażu – wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że podkład wyglądał na nim bardziej naturalnie.
Krem cudownie zmiękcza naskórek i to już chwilkę od użycia – aż ma się ochotę cały czas dotykać twarzy, bo staje się ona aksamitna w dotyku. Jest to kosmetyk, który przywraca komfort ściągniętej po myciu skórze, nie obciążając porów.
Muszę jednak wspomnieć o kwestii finansowej – krem jest dosyć drogi, jak na standardy drogeryjne. Jednak jego wydajność (wystarczy odrobina, by pokryć całą twarz) sprawia, że starcza na długo, nawet w mniejszej pojemności. Jeśli więc Twoja cera jest tłusta, a Ty masz dość testowania kolejnych “matujących” produktów, które robią z twarzy maskę, ten żel od Kiehl’s może być strzałem w dziesiątkę.