Jako posiadaczka cery, która lubi skuteczne składniki aktywne, ale nie znosi dyskomfortu, z dużą ciekawością sięgnęłam po Kiehl’s Retinol Skin-Renewing Daily Micro-Dose Serum. Czy luksusowa marka rzeczywiście stworzyła produkt, który łączy ogień z wodą – czyli siłę retinolu z łagodnością kremu nawilżającego? Sprawdziłam to na własnej skórze.
Serum do twarzy z retinolem Kiehl’s – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Moje spotkanie z tym produktem zawdzięczam kalendarzowi adwentowemu Kiehl’s na rok 2025. W jednym z okienek znalazłam poręczną, plastikową tubkę o pojemności 10 ml. To idealny format podróżny, choć warto zaznaczyć, że pełnowymiarowy produkt prezentuje się o wiele bardziej luksusowo. Niestety, luksusowa jest też cena. Za 50 ml tego serum w regularnej sprzedaży trzeba zapłacić aż 449 złotych. To bardzo drogo, co od razu stawia poprzeczkę oczekiwań niezwykle wysoko.
Po wyciśnięciu odrobiny produktu na dłoń, moim oczom ukazał się kosmetyk o pięknym, żółtawym kolorze – co jest charakterystyczne dla produktów z retinolem i świadczy o obecności tego składnika. Konsystencja jest lekka, kremowo-żelowa i niezwykle łatwa do rozprowadzenia. Dzięki temu serum jest bardzo wydajne – nawet moja mała tubka wystarczyła na dłuższy czas testów.
Dla osób wrażliwych na zapachy mam dobrą wiadomość: aromat tego serum jest ledwo wyczuwalny, niemal nieistniejący. Nie ma tu zbędnych perfum, które mogłyby drażnić nos lub potencjalnie uczulać skórę, co przy kuracji retinolem jest bardzo istotnym atutem.

Jakie efekty ma dać serum do twarzy z retinolem?
Filozofia tego produktu opiera się na trzech filarach: czystym retinolu, peptydach i ceramidach. To trio ma za zadanie stymulować odnowę skóry, wzmacniać jej strukturę i jednocześnie chronić barierę hydrolipidową. Dzięki temu, teoretycznie, możemy cieszyć się efektami działania witaminy A bez skutków ubocznych w postaci zaczerwienienia czy suchości.
Co ciekawe i nieco zastanawiające dla „kosmetycznych geeków”, producent nie podaje konkretnego stężenia retinolu w tym produkcie. Nazwa „Micro-Dose” sugeruje, że jest ono niskie, dobrane tak, by skóra przyjmowała je codziennie bez szoku.
Głównym celem serum jest spłycenie zmarszczek, ujędrnienie skóry oraz poprawa jej tekstury. Dzięki dodatkowi ceramidów, produkt ma minimalizować ryzyko dyskomfortu, co czyni go propozycją skierowaną nawet do osób z cerą wrażliwą lub tych, które dopiero zaczynają swoją przygodę z retinoidami.
Jak używałam serum do twarzy Kiehl’s?
Serum wprowadziłam do mojej wieczornej rutyny pielęgnacyjnej. Aplikowałam je na oczyszczoną i suchą skórę twarzy. Ilość odpowiadająca mniej więcej 1,5 pompki (w moim przypadku wyciskana z tubki) była w zupełności wystarczająca, by pokryć całą twarz cienką warstwą. Produkt pięknie się wchłania – dosłownie po chwili można o nim zapomnieć.
Ogromnym plusem jest brak tłustej, lepkiej warstwy. Nie ma problemu z brudzeniem pościeli czy przyklejaniem się włosów do twarzy, co bardzo cenię w kosmetykach na noc. Czuć, że formuła jest dopracowana pod kątem komfortu użytkowania.
Oczywiście, przy stosowaniu retinolu nie ma żartów z ochroną przeciwsłoneczną. Następnego dnia rano obowiązkowo nakładałam krem z filtrem SPF 50 lub mój ulubiony krem BB Missha z wysokim filtrem. To krok absolutnie konieczny, aby uniknąć przebarwień i cieszyć się zdrową skórą.

Czy Kiehl’s Retinol Skin-Renewing Daily Micro-Dose Serum jest warte polecenia?
Mam 36 lat i – na szczęście – prawie brak głębokich zmarszczek, dlatego trudno mi ocenić spektakularne działanie „prasujące” bruzdy. Niemniej, zauważyłam, że serum świetnie wygładza cerę. Skóra stała się gęstsza, bardziej sprężysta i świetlista, a drobne przebarwienia zaczęły blednąć. Twarz wygląda na wypoczętą i zdrowszą.
Moim zdaniem to genialny kosmetyk dla początkujących z retinolem. To jedna z najdelikatniejszych i najbezpieczniejszych opcji retinolowych na rynku, która nie zrobiła mi krzywdy, a dała widoczne efekty w poprawie jakości naskórka. Muszę jednak odjąć jedną gwiazdkę za zaporową cenę. Niestety, kwota blisko 450 zł sprawia, że nie jest to kosmetyk dla każdego. A szkoda, bo jest wiele młodych dorosłych z trądzikiem czy pierwszymi oznakami starzenia, którym taki produkt bardzo by się przydał do codziennego użytkowania, a jest poza ich zasięgiem finansowym.
Czy kupię ponownie pełne opakowanie? Nie wiem. Próbka z kalendarza, choć wydajna, była mimo wszystko za mała, bym mogła przeprowadzić pełną, kilkumiesięczną kurację, która jest kluczowa przy retinolu. Jednak jako luksusowy start przygody z witaminą A – sprawdza się świetnie.