Moja opinia na temat balsamu Kiehl’s Lip Balm #1 jest dobra. To produkt, który faktycznie stanowi solidną barierę ochronną. Daje natychmiastowe uczucie ulgi i otulenia. Nie jest to balsam, który znika z ust po pięciu minutach. Jest treściwy, pozostawia wyraźny, nieco tłusty, ale komfortowy film, który chroni wargi przed wysuszającym wiatrem i mrozem. Przez noc działa jak maska regenerująca – rano usta są wyraźnie gładsze i bardziej miękkie. Nie jest to jednak mój absolutny faworyt ze względu na specyficzną konsystencję i aplikację, o czym powiem więcej poniżej.
Balsam do ust Kiehl’s Lip Balm #1 – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Produkt otrzymujemy w bardzo prostym, minimalistycznym opakowaniu – to elastyczna, aluminiowa tubka o pojemności 15 ml, z aplikatorem ze skośnym ścięciem. Opakowanie jest typowe dla aptecznych maści, co dodaje mu uroku, ale jest mało praktyczne. Balsam trzeba wyciskać, co często prowadzi do wydobycia zbyt dużej ilości, a przy wyższych temperaturach ma tendencję do „wypływania” z tubki. Cena to około 50-60 zł za 15 ml, co jest dość wysoką kwotą jak na balsam, ale z drugiej strony – jest niesamowicie wydajny.
Konsystencja jest gęsta, oleista, wręcz przypomina wazelinę (choć w składzie ma mniej kontrowersyjne składniki, co jest plusem). Jest tłusta i bardzo błyszcząca na ustach. Nie wchłania się całkowicie, a tworzy ochronną warstwę.

Jakie efekty ma dać balsam do ust Kiehl’s Lip Balm #1?
Głównym zadaniem balsamu jest ochrona i łagodzenie spierzchniętych, popękanych ust. Ma intensywnie nawilżać i tworzyć film zapobiegający utracie wilgoci. To typowy produkt barierowy.
Kluczowe składniki to:
- Skwalan: W 100% naturalny, pomaga odbudować barierę ochronną skóry i nawilża.
- Olej z kiełków pszenicy: Bogaty w witaminę E, ma działanie odżywcze i zmiękczające.
- Wazelina (Petrolatum): Składnik stanowiący bazę i główny emolient, który tworzy nieprzepuszczalną barierę okluzyjną, zatrzymując wilgoć i chroniąc przed czynnikami zewnętrznymi.
- Filtry UV: Nie zapewnia wysokiej ochrony, ale zawiera minimalną ilość substancji, które mogą działać ochronnie.
Jak używałam balsamu do ust Kiehl’s Lip Balm #1?
Stosowałam balsam zawsze na noc oraz przed każdym wyjściem na mróz lub wiatr. To właśnie w tych scenariuszach sprawdził się najlepiej. Aplikacja wymaga użycia palca (chyba że aplikujemy bezpośrednio z tubki i wycieramy ją po użyciu). Zawsze nakładałam dość grubą warstwę.
Na noc dawał spektakularne rezultaty – rano usta były zregenerowane, bez suchych skórek. W ciągu dnia, ze względu na mocno błyszczące i tłuste wykończenie, używałam go oszczędniej, szczególnie jeśli planowałam nakładać kolorową szminkę (wtedy był zbyt ciężki jako baza). Jest to ratunek w sytuacji kryzysowej i świetna ochrona przed zimą.

Czy balsam do ust Kiehl’s Lip Balm #1 jest warty polecenia?
Tak, jest warty polecenia, ale z zastrzeżeniem, że szukasz produktu o silnym działaniu okluzyjnym. To jest „ciężka artyleria” na spierzchnięte usta, a nie lekki kosmetyk na co dzień.
Jeśli zmagasz się z bardzo suchymi i pękającymi wargami, a nie przeszkadza Ci jego specyficzna, tłusta konsystencja i apteczna aplikacja, zdecydowanie powinnaś go wypróbować. Działa, i to bardzo dobrze, w roli tarczy ochronnej i maski regenerującej. Choć nie jest to najbardziej elegancki produkt na rynku, jego skuteczność jest niezaprzeczalna. To klasyk, który wciąż ma swoje miejsce w kosmetyczce.