Czy wersja satynowa dorównuje jakością swojemu matowemu poprzednikowi? Sprawdźmy to!
Sypki puder satynowy Brushup! by Maxineczka – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Podobnie jak w przypadku wersji matowej, mój egzemplarz został kupiony na stronie producenta w promocji za 23,99 zł. Za tę cenę otrzymujemy standardowe 8 gramów produktu. Opakowanie jest identyczne jak w pudrze matowym – solidny, plastikowy słoiczek ukryty w estetycznym, papierowym kartoniku. Prostota i funkcjonalność w jednym.
To, co od razu zwraca uwagę po otwarciu, to konsystencja. Puder jest bardzo drobno sproszkowany, przypomina wręcz mgiełkę czy delikatną chmurkę. Jest niesamowicie lekki i lotny. Co ważne, ma transparentne wykończenie, dzięki czemu dopasowuje się do każdego odcienia skóry, nie bieląc jej ani nie przyciemniając podkładu. Produkt nie ma zapachu, co dla wrażliwców będzie ogromnym plusem. Po nałożeniu nie czuć go w ogóle na twarzy – zero efektu maski czy ciężkości.
Puder zawiera składniki, aby zapewnić matowe wykończenie, poprawić trwałość makijażu i nadać skórze jedwabisty, gładki wygląd. Dwutlenek tytanu zapewnia ochronę przed promieniowaniem UV, co dodatkowo może stanowić korzyść w przypadku produktów używanych na skórze w ciągu dnia.

Jakie efekty ma dać satynowy puder od Maxineczki i BRUSH UP!?
W przeciwieństwie do swojego matującego brata, puder satynowy skupia się na zdrowym wyglądzie i komforcie noszenia. Producent obiecuje nam satynowe wykończenie z efektem rozpraszającym światło. Co to oznacza w praktyce? Twarz nie ma być płaska i tępa (jak przy mocnym macie), ale trójwymiarowa, promienna i optycznie wygładzona. To ten pożądany efekt „soft focus”, który kocha obiektyw aparatu i…nasze lustro.
Jak używałam satynowego pudru BRUSH UP!?
Tutaj historia jest ciekawa, bo moje podejście do tego produktu ewoluowało. Początkowo stosowałam go solo do całego makijażu, omiatając nim całą twarz. Efekt był bardzo naturalny, ale po kilku dniach zmieniłam strategię. Doszłam do wniosku, że najlepsze efekty osiągnę, czerpiąc z obu światów – matu i błysku.
Wszak można również łączyć pudry! Zaczęłam więc stosować metodę „zoning”: nakładając puder matujący na strefę T (czoło, nos, broda), gdzie przetłuszczam się najszybciej, a satynowy na policzki i pod oczy. I tak właśnie zaczęłam robić, stosując dwa pudry do jednego make-upu. To był strzał w dziesiątkę! Satyna pod oczami pięknie odbija światło, ukrywając zmęczenie, a na policzkach daje efekt zdrowej skóry, która nie potrzebuje już tony rozświetlacza.
Czy puder satynowy Brushup! by Maxineczka jest warta polecenia?
Zdecydowanie tak! To świetny wybór dla osób, które mają normalną lub suchą cerę i szukają w kosmetyku lekkości, nawilżenia i delikatnego rozjaśnienia. Jeśli boisz się efektu „ciastka” lub podkreślenia zmarszczek, ten produkt będzie bezpieczną przystanią.
Puder pozostawia na skórze satynowo–rozświetlające wykończenie, które wygląda bardzo szlachetnie. To po prostu dobry puder, do którego – mówiąc kolokwialnie – nie ma się do czego przyczepić. Nic złego nie robi, nie zapycha, nie waży się, po prostu wygląda dobrze przez wiele godzin. W tej cenie? Prawdziwa perełka.
