Krem do twarzy Eveline Egyptian Miracle – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Krem Eveline Egyptian Miracle od dawna przyciągał moją uwagę, głównie ze względu na obietnicę bycia produktem-ratunkiem, inspirowanym egipskimi recepturami. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to jego niezwykle przystępna cena. Regularnie kosztuje około 30 złotych za 40 ml, ale w promocji można go zdobyć za mniej niż połowę tej kwoty, co czyni go bardzo kuszącym zakupem. Opakowanie to prosty, plastikowy słoiczek – bez zbędnego luksusu, ale w pełni funkcjonalny i praktyczny. Minimalistyczny design i złote akcenty dobrze nawiązują do nazwy produktu.
Prawdziwe zaskoczenie czeka jednak w środku. Konsystencja kremu jest absolutnie wyjątkowa i nie przypomina niczego, co zwykle nakładamy na twarz. W słoiczku ma formę zbitej, gęstej, niemal woskowej maści, bardzo podobnej do klasycznej wazeliny. Kluczowy jest tu jednak jego magiczny trik – pod wpływem ciepła dłoni formuła momentalnie zmienia się w bogaty, odżywczy olejek. To właśnie ta transformacja sprawia, że aplikacja staje się małym rytuałem. Od razu jednak czuć, że mamy do czynienia z produktem bardzo tłustym i okluzyjnym.

Jakie efekty ma dać krem do twarzy Eveline?
Formuła kremu opiera się na siedmiu starannie wyselekcjonowanych, naturalnych składnikach, takich jak miód, mleczko pszczele, propolis, wosk pszczeli czy oliwa z oliwek. Ta bogata mieszanka ma działać jak kompres regenerujący, intensywnie odżywiać, nawilżać i wygładzać skórę. Producent reklamuje go jako kosmetyk uniwersalny – do twarzy, ciała i włosów, odpowiedni dla każdego typu cery. Jego głównym zadaniem jest tworzenie na skórze ochronnej warstwy, która zapobiega utracie wody i chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
W teorii, dzięki swojej olejkowej formie po podgrzaniu, składniki aktywne mają głębiej wnikać w skórę, przynosząc jej ulgę, redukując przesuszenie i poprawiając jej ogólną kondycję. Ma to być prawdziwy „opatrunek” dla skóry spragnionej regeneracji, a jego wszechstronność czyni go produktem typu „wszystko w jednym”, idealnym do minimalistycznej kosmetyczki. Obietnice są więc ogromne, szczególnie w kontekście tak niskiej ceny.
Jak używałam Egyptian Miracle?
Biorąc pod uwagę jego niezwykle bogatą i tłustą konsystencję, od początku wiedziałam, że stosowanie go na dzień nie wchodzi w grę. Byłoby to niemożliwe pod makijaż i z pewnością dałoby nieestetyczny efekt świecenia. Z tego powodu włączyłam go wyłącznie do mojej wieczornej pielęgnacji, traktując jako ostatni, domykający krok. Nakładałam niewielką ilość, rozgrzewałam w dłoniach aż do uzyskania olejku, a następnie wmasowywałam w skórę twarzy.
Niestety, moje doświadczenia z aplikacji nie były najlepsze. Krem praktycznie w ogóle się nie wchłaniał, pozostawiając na twarzy ciężką, lepką i bardzo tłustą warstwę. To uczucie było dość uciążliwe, a największy problem pojawiał się w nocy. Skóra przyklejała się do poduszki, a na poszewce zostawały tłuste plamy, co było bardzo niekomfortowe i niehigieniczne. Mimo prób z mniejszą ilością produktu, efekt zawsze był ten sam – uczucie oblepienia, które utrzymywało się aż do rana.

Czy krem do twarzy Eveline Egyptian Miracle jest wart polecenia?
Jeśli szukasz kremu stricte do pielęgnacji twarzy, to muszę z przykrością stwierdzić, że nie mogę go polecić. W moim przypadku produkt ten nie zrobił nic dobrego, ale na szczęście też nic złego. Nie zauważyłam żadnego nawilżenia czy odżywienia – jedynie mocne, powierzchowne natłuszczenie. Zamiast obiecanego „opatrunku”, czułam jedynie ciężką, nieprzepuszczalną warstwę, która nie pozwalała skórze oddychać.
Jednakże, nie skreślam tego produktu całkowicie! Okazuje się on być fantastycznym kosmetykiem do zadań specjalnych, ale na innych partiach ciała. Jest absolutnie genialny jako krem-ratunek na przesuszoną skórę dłoni, twarde skórki wokół paznokci, spierzchnięte łokcie czy popękane pięty. W tej roli sprawdza się rewelacyjnie. Myślę też, że może być zbawieniem dla posiadaczek bardzo suchej cery zimą, jako krem ochronny na mróz i wiatr. To świetny, wielozadaniowy produkt do ciała, ale jako krem do twarzy, niestety, u mnie się nie sprawdził.